Śp. Profesor Henryk Falkowski

 

Urodził się 1 kwietnia 1965r. Był absolwentem IV Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie w Olsztynie. Przez 31 lat uczył historii i wiedzy o społeczeństwie. 1.09.2007 r. objął stanowisko nauczyciela w ZSO nr 2 w Olsztynie. Liczne nagrody Dyrektora Szkoły, Warmińsko-Mazurskiego Kuratora Oświaty, Prezydenta Miasta Olsztyna i Nagroda Ministra Edukacji Narodowej to tylko ułamek z jego sukcesów w pracy zawodowej. Przyjaciel, wychowawca, mentor wielu spośród nas, pisarz, działacz społeczny i polityczny, wędkarz. Wychował wiele pokoleń młodzieży. Jako dziennikarz dzielił się swoją pasją historyczną z wieloma mieszkańcami Warmii i Mazur. Niesłychanie prawy człowiek. Zmarł 7 marca 2021 r.

Profesor H. Falkowski był historykiem, który mając szeroką wiedzę, potrafił ją przedstawić w zrozumiały dla każdego sposób. Do popularyzowania historii używał nie tylko sali lekcyjnej, ale także mediów społecznościowych. Jego profil na Facebooku śledziło bardzo wiele osób. To co pisał, było zauważalne w przestrzeni publicznej.

Blisko współpracował z olsztyńską Delegaturą Instytutu Pamięci Narodowej. Publicysta miesięcznika „Debata”. Od 2017 r. pełnił funkcję Prezesa Warmińsko – Mazurskiego Okręgu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Śp. Henryk Falkowski otrzymał Wyróżnienie Honorowe Kapituły Nagrody Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Konkursie im. Seweryna Pieniężnego za rok 2018.

„Przemówienie, którego nie wygłosiłem.

Najpierw podziękowania dla Kapituły Nagrody Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Konkursie im. Seweryna Pieniężnego za rok 2018 – za Wyróżnienie Honorowe. Również dla Mistrza Edwarda Ratuszyńskiego, bez którego obrazów nie byłoby moich tekstów. Dziękuję żonie Izabeli za korektę tekstów – jako polonistka wie lepiej ode mnie, gdzie postawić kropkę, a gdzie przecinek. Po tych korektach często milczeliśmy trzy minuty, czasem trzy godziny, albo i 3 dni. To jest zawsze walka treści ze stylem. Pieniężny – Pieniężni to bardzo osobiste. Moja mama Cecylia opowiadała mi, że w latach trzydziestych XX wieku w nieistniejącej dziś wsi Gaj, na ławeczce koło rodzinnego domu w każdą niedzielę spotykali się Jej Ojciec- a mój Dziadek Joachim – z malarzem Sznarbachem i sąsiadem Orłowskim. Orłowski wysyłał swoje córki do polskiej szkoły w Kartuzach. Komentowali to, co wydrukowała „Gazeta Olsztyńska”. Czasem przychodził nauczyciel ze szkoły z Kaplityn – jedyny w okolicach członek NSDAP. Przez pierwsze dziesięć lat mojego życia nosiłem nazwisko Nerowski. Jest to warmińska rodzina, która niemal w całości wyjechała do Niemiec. Z Gaju było 3 kilometry, przez las do Skajbot, po drugiej stronie jeziora Umląg. Tam mieszkała spokrewniona z nami rodzina Barabach. W nieodległym Kalbornie spokrewniona rodzina –Jatzkowskich. Dalej w Starym Olsztynie Jackowscy. Bernard i jego syn Marek – lider zespołu MAANAM. W Rusi Johannes Jatzkowski – nieżyjący dziś wybitny pejzażysta i poeta warmiński. Pomysłodawcą serii obrazów na temat średniowiecznego Olsztyna był Edward Ratuszyński. Jego przewodnia myśl brzmiała: Jak było, a jak mogło być? Dotyczy to śladów materialnych z epoki średniowiecza i nowożytności. Dlaczego Olsztyn miał takie wielkie mury, chociaż był wtedy małym trzytysięcznym miastem? Jak wyglądały kościoły, które stały i były a ich dziś nie ma? Jak naprawdę płynęła Łyna? Jak wyglądały nieistniejące dziś bramy – Niska na wysokości mostu Jana i Młyńska przy wodospadzie koło Zamku? Co to było przed Wysoką Bramą – barbakan? Już zdradziłem, że treść artykułów jest moja, ale styl Mojej Żony. Zapożyczę więc bezwstydnie styl znanej postaci historycznej i powiem, że mam marzenie, więcej: mam marzenia. Na rogatkach naszego miasta powinny stać tablice: ”Olsztyn stolica Warmii”, może oduczy to mylenia Warmii z Mazurami. Może powstanie ścieżka edukacyjna na Starym Mieście za pieniądze Olsztyńskiego Budżetu Obywatelskiego (OBO) pokazująca malarstwo Edwarda Ratuszyńskiego i moje komentarze w czterech turystycznych językach: polskim, niemieckim, angielskim i rosyjskim. Jak nie, to może w zapowiadanym od trzech kadencji Muzeum Miasta Olsztyna. Kolejne marzenie to Plac Trzech Króli na miejscu haniebnego pomnika Armii Czerwonej, a na nim właśnie pomnik trzech króli. W Olsztynie mogli być lub byli władcy Polski: Władysław Jagiełło, Władysław IV i Stanisław Leszczyński. Pierwszy pokonał Krzyżaków w jednej z największych bitem średniowiecza – 40 kilometrów od Olsztyna, drugi obronił Smoleńsk i wygrał bitwę pod Chocimiem z ówczesnymi muzułmańskim nachodźcami , trzeci przedzierał się przez Warmię do Gdańska aby ostatecznie zostać świetnym królem Lotaryngii. Pomniki powinny łączyć Polaków, a w Olsztynie mamy mało postaci, które nas łączą. Olsztyn Lizboną Północy – to hasło marketingu turystycznego gdyby powstała linia tramwajowa przez ulicę Skłodowskiej – Wyzwolenia i dalej nad Łyną przez Las Miejski – tak jak w Wuppertalu. Na ostatniej stacji przy połączeniu Łyny z rzeką Wadąg – „Jeziorarium” – powstać powinno miejsce edukacji ekologicznej na temat rzek i jezior Krainy Tysiąca Jezior. Mam marzenia … . Zakończę jak Katon Starszy: A poza tym uważam, że pomnik wdzięczności armii czerwonej powinien zostać przeniesiony w inne miejsce. Dziękuję wszystkim, którzy zauważyli moje publikacje i wypowiedzi jako historyka i Warmiaka”. 7.04.2020

Dla przybliżenia i lepszego zrozumienia postaci Śp. Profesora H. Falkowskiego przytoczone zostaną jego wypowiedzi, dotyczące zaledwie wycinka spraw, którymi się interesował.

„Pułapka Tukidydesa.

 Ostatnio wielu polityków i analityków używa tego pojęcia. Przypomnę, że Tukidydes był greckim strategiem i historykiem, który w V w. p.n.e. i napisał „Wojnę peloponeską”, opowiadając o największym konflikcie świata greckiego – wojnie pomiędzy Atenami i Spartą. Wiele przyczyn złożyło się na wybuch tego konfliktu, ale jedna z nich dała początek temu pojęciu. Otóż przed konfliktem silniejszym państwem były Ateny, Sparta po trzęsieniu ziemi leczyła się z ran. Polityce ateńscy, w tym słynny Perykles, widząc progresywny awans Sparty i jej sojuszników nabrali przekonania, że przeciwnik będzie coraz silniejszy, a Ateny z czasem coraz słabsze. Lepiej teraz sprowokować wojnę i ją wygrać niż czekać i tę wojnę później przegrać. Tak jak Tukidydes, tak i Perykles byli ateńskimi strategami i obydwaj pomylili się, to Ateny przegrały, Sparta wygrała. Jak wiadomo historia lubi się powtarzać i przed I wojną światową w podobnej pułapce znalazły się Niemcy Wilhelma II. Siły Ententy rosły, a Niemiec już nie. Zapadła decyzja, aby pchnąć Austro-Węgry do wojny z Serbią, co uruchomiło lawinę konfliktów. Plan Schlieffena wojny błyskawicznej załamał się i Niemcy przegrały pierwszą światową. II wojna światowa z perspektywy Niemiec miała naprawić ten błąd, zakończyło się to też klęską i podziałem Niemiec. Dziś tym państwem, które stoi na skraju pułapki Tukidydesa, są USA. Jeszcze są najsilniejszym państwem na świecie, jeszcze Chiny gospodarczo i politycznie nie wyprzedziły Stany Zjednoczone. Elity amerykańskie mają świadomość tego zagrożenia i niech nikt nie ma złudzeń, że Ameryka za Bidena może wrócić w koleiny polityki sprzed Trumpa. Będzie rywalizować z Chinami. Będzie to walka na wszystkich frontach globalizacji, na być albo nie być Chin lub USA. Jest tylko pytanie, czy USA wpadną w pułapkę Tukidydesa ? Bo to na świecie jest pierwszy kandydat do wszczęcia teraz wojny”.

Śp. Prof. H. Falkowski był, jak o sobie mawiał, wędkarzem z krwi i kości.

„Passaria – Passarge – Pasłęka, czyli perła Warmii

Część I

Ta rzeka jest zachodnią granicą historycznej Warmii, przez ponad 300 lat była też granicą Polski i Prus. Łowiłem w wielu polskich rzekach, ale niewiele z nich dorównuje Pasłęce. Chociaż człowiek ingerował i ciągle zmienia nurt i dolinę tej pięknej rzeki, to jednak nadal jest ona dzika, czysta i łowna. Ernest Hemingway napisał wiekopomne opowiadanie „Rzeka dwóch serc” – nie tylko dla mnie Pasłęka jest właśnie taką wodą. Dziś raczej nikt nie ma wątpliwości, że źródła Pasłęki nie znajdują się w jeziorze Pluszne – szkoda, bo z niego wypływa potok Poplusz, który zasila zlewnię innej pięknej rzeki Warmii – Łynę. Dziś źródła Pasłęki znajdują się w okolicach Ameryki, oczywiście tej pod Olsztynkiem. Rzeka szybko przepływa przez jezioro Wymój i jako średniej wielkości potok pokonuje piaszczyste moreny tworząc już środowisko dla salmonidów. Kolejne jezioro przepływowe to Sarąg, od paru lat jest ono nieco szerzej udostępnione wędkarzom. Do tego samego jeziora wpada Amling (dziś nazywany Jemiołówką). Ten bierze swój początek koło Olsztynka, płynie przez tamtejszy skansen, gdzie widać i czuć, jak jest zdegradowany ekologicznie. Dochodzi do siebie, gdy otrzymuje dopływ Młynówka. Woda w niej jest tak czysta, że do dziś żyją nad nim zimorodki. Poniżej Guzowego Młyna, po zarybieniu, byłby to piękny grubopstrągowy odcinek. Przy wypływie Pasłęki z Sarąga widzimy już ją jako sporą rzeczkę, która poniżej Śródki ma kolejny krótki, ale śliczny przełom. Od tego miejsca do Jeziora Łęguckiego, zwłaszcza pod koniec sezonu – czyli właśnie w sierpniu – pada parę dorodnych potoczaków. Kiedyś, w połowie lat 80. XX wieku pracowałem w Szkole Podstawowej w Legutach, było to krótko po tym, kiedy zrezygnowałem ze studiów na czerwono-esbeckiej uczelni WSP w Olsztynie. Miałem tylko maturę, a musiałem nauczyć dzieci pisać i czytać… Na lekcji nauczania początkowego dotyczącej najbliższej okolicy przyniosłem grafiki Jacka Brodowskiego, na których były namalowane ryby słodkowodne, oczywiście wybrałem te z rodziny łososiowatych. Dzieci opowiadały mi, gdzie jakie gatunki ryb łowią ich tatusiowie – tak zostałem najlepiej poinformowanym wędkarzem. Na starych mapach można odszukać nazwę Stara Pasłęka – tam kiedyś płynęła ślicznym przełomem rzeka, skracając sobie drogę do dopływu Giłwa. Dziś Pasłęka płynie sztucznym przekopem, woda była wykorzystywana do poruszania turbiny wodnej zasilającej gorzelnię i kuźnię w majątku-Gut, potem PGR, Łęguty. Do jeziora wpada też malutki tarliskowy potok spod Grazym. Za Jeziorem Łęguckim wody rzeki poruszają turbinę w Młynie Łęguckim. Kiedyś był to podośrodek Łańska. To było ulubione miejsce pobytu Władysława Gomułki. W latach 70. XX w. nie mógł on już jeździć do ulubionego ośrodka rządowego w Łańsku, ale tu owszem tak. Miejscowa ludność często spotykała go z żoną Zofią w okolicznych lasach, gdy razem zbierali grzyby i jagody. Bliżej Młyna Łęguckiego mieszkał Pan Łosiewicz, strażnik leśny pilnujący żeremi bobra kanadyjskiego. To on poznał mojego ojczyma z moją mamą. Swobodnie mogłem łowić na tym rezerwatowym odcinku Pasłęki, to tu nauczyłem się pływać, poznałem sztukę wędkowania – nie tylko pstrągów, ale i dużych płoci oraz szczupaków. Było to wędkarskie eldorado! Po wypływie z dużego jeziora Isąg (Żelazne) Pasłęka łączy się z dopływem Giłwa. Rzeka Giłwa wypływa z Jeziora Wulpińskiego (Dorotowskie, Tomaszkowskie) i zaraz za nim tworzy rozlewisko koło Łajs, gdzie Pan Krzysztof Bienienda prowadzi świetne łowisko szczupakowe. Po minięciu Gietrzwałdu wpada do Jeziora Rentyńskiego (Giłwa). Za stopniem wodnym zaczyna się łąkowy odcinek, to na nim mogłem obserwować rzadki obrazek: kobieta (!) na muchę (!!) łowiła fioletowe kardynały(!!!). Było to nieco powyżej ujścia strumienia Wrzesinka, który w górnym biegu nazywa się Trojanką – myślę, że od młyna Trojan. Jest to typowe tarlisko pstrągowe w dorzecza Pasłęki. Trudno tu złowić wymiarową rybę, ale jest jej tu dużo. Poniżej Wrzesinki Giłwa wpływa w las i tu wpadała wcześniej do Pasłęki, dlatego jeszcze dziś tamtejsze doły dochodzą do 3 metrów, a rzeka silnie meandruje. Te meandry Pasłęki będą się utrzymywać aż do Gamerek. Cały ten kilkunastokilometrowy odcinek jest rezerwatem przyrody, kiedyś dzięki Panu Łosiewiczowi był mi zawsze dostępny. Z mostu pod Pelnikiem w kwietniu widziałem tarło lipieni. 0,8-1,2 kilogramowe fioletowe kardynały tańczyły swój godowy balet. Z tym widokiem może tylko konkurować akt miłosny łabędzi – w malarstwie częsty motyw, w naturze wręcz nie do podglądnięcia. On staje na niej topiąc ją pod wodą, wyciąga jej głowę nad wodę i kopuluje utrzymując równowagę dzięki uderzaniu skrzydłami o wodę. To powoduje powstaniefontanny wody, w kropelkach której rozszczepia się światło – powstaje mini tęcza, niczym aureola nad parą łabędzi. W górę od mostu w Pelniku Adam Pawtel – dziś niestety w Londynie – uczył się łowić na muchę. W trakcie tych skomplikowanych czynności złowił niechcąco medalowego lipienia. Wielokrotnie doświadczałem takiej obserwacji, że jak ktoś jest pierwszy raz na łowach, to zawsze wygra z innymi – ma szczęście, a to w wędkarstwie ważna sprawa. Poniżej Pelnika na prawym brzegu kolejnego zakola rzeki zachowane są fundamenty tzw. domu Goeringa, to tu ukrywał się przed niemiecką policją po nieudanym puczu monachijskim w 1923 r. Przy Moście Komorowskim pstrąg połamał mi kiedyś mój ulubiony, delikatny spinning teleskopowy. Był idealny do łowienia w rezerwatach – szybko można było go złożyć i udawać grzybiarza. Pod koniec PRL-u na tym odcinku kłusowali „na robaczka” dwaj esbecy, chodzili po dwóch stronach rzeki „od dołka do dołka”. Oficjalnie podawali się za straż rybacką. Kiedyś jeden z nich zablokował mnie na jednym z zakoli, miałem do wyboru albo kąpiel w rzece w ubraniu ze sprzętem i potem przepychankę z brunetem w okularach, albo kontakt z blokującym mnie łysiejącym grubasem. Dosłownie nakopałem mu „w dupę” i … uciekłem. Parę lat później widziałem ich na zebraniu Klubu Pstrągarzy „Pessaria”, rozpoznali mnie, ale nie mogli wrócić do tego epizodu, bo wtedy wyszłoby na jaw, że i oni kłusowali, i to jeszcze bardziej nieetycznie. Adam Pawtel odwdzięczył mi się pięknie. Zabrał na pokład łódki, która miała – legalnie !– spenetrować rezerwatowy odcinek Pasłęki. Było to na początku 90. XX w. i agregat prądotwórczy powiedział nam wiele o obsadzie ryb na tym odcinka. Płynęliśmy w łodzi i każdą rybę wrzucaliśmy z powrotem do rzeki. Od tego czasu wyznaję teorię restauracji tzn. ryby jak ludzie ustawiają się tylko w określonych miejscach, tam gdzie mogą dostać pokarm. Jak złowimy rybę to na jej miejsce przyjdzie inna i szybko się utuczy. Niektórzy nazywają to „miejscówka” – chodzą lub płyną od miejsca do miejsca pozostawiając inne odcinki lub miejsca jako jałowe. W okolicach Gamerek do Pasłęki wpada lewy dopływ Morąga. Dopływem tej rzeczki jest potok Łukta kolejne tarlisko dorzecza Pasłęki. Z niego pochodzi parę medali m.in. Pana Piotra Piskorskiego, później współwłaściciela światowej sławy firmy produkującej przynęty wędkarskie „Salmo”. Kiedyś niedaleko w lesie zawaliła się góra i powstało jeziorko. Łukta jest obecnie często podtruwana przez zlokalizowane w jej dorzeczu zakłady mięsne – wielka szkoda! Do jeziora Morąg wpada dopływ Suszyca, jak głosi nazwa: woda w nim prawie wyschła. Nad innym dopływikiem Morąga Pan Mariusz Teodorowicz, inny medalista, ma swój zakład zarybieniowy, a w pobliskim jeziorze łowi się parokilogramowe tęczaki. W tym łososiowatym zagłębiu nad Pasłęką z widokiem na Jezioro Gamerki mam swój kawałek ziemi na Ziemi. A na niej stanowisko archeologiczne … . I tak historia kołem się toczy.

Część II

Jezioro Gamerki jest typowym zbiornikiem linowo-szczupakowym. Nie radzę się w nim kąpać – doświadczył tego kiedyś mój przyjaciel Czarek i nie było miło… Gdy wyszedł z wody skórę miał czerwoną i zaczął się dusić. Była czwarta nad ranem, na szczęście mieliśmy dużą ilość wody mineralnej, którą go całego spłukaliśmy. Problem ustąpił. Lepiej kąpać się w jeziorze w lesie u leśniczego Łakomego. Żyją tam zresztą „motorówki” – takie 10 kilogramowe karpie. Nazwa pochodzi stąd, że jak wezmą przynętę w lipcowo-sierpniowy upał, to odpływają jak motorówka, wędkarzowi nie pozostaje nic innego, jak po wybraniu przez rybę całości zapasu żyłki dokręcić sprzęgło-hamulec i zwykle jest to ostatni jego kontakt z tą rybą. Odcinek pomiędzy Gamerkami a Kalistami na pierwszy rzut oka wygląda nieciekawie: długie proste odcinki, rzeka zarośnięta tak na brzegach, jak i w nurcie. Potrafią tu jednak też stać „misiaczki”, trzeba tylko na nie znaleźć sposób tzn. długi kij, odpowiednia pora roku i dnia, właściwa przynęta. Kolejny kilkunastokilometrowy odcinek Kalisty-Ełdyty Wielkie jest dużo bardziej urozmaicony. Mało kto wie, że to z niego Michał Kusiorski i Tadeusz Żelazowski mają medalowe okazy. Łowienie tu jest też dużo prostsze. Wzdłuż Pasłęki po jej mazurskim brzegu ciągnie się równolegle droga. Dlatego wolę brzeg warmiński, mogę wtedy obrzucać te miejsca, które dla wygodnych wędkarzy nie są dostępne. Szczególnie lubię łowić w okolicach nieistniejącej już wsi, po której w lesie zostały już tylko studnie i pojedyncze zdziczałe już drzewa owocowe. To charakterystyczna „pamiątka” po Armii Czerwonej, która gwałciła i mordowała (w tej kolejności!) miejscowe kobiety w 1945 r. Tu też straszył – słyszałem o takiej opowieści – bandzior z Włodowa, którego miejscowa samoobrona skutecznie „uspokoiła”. Sprawa była głośna, nakręcono nawet na ten temat film, a śp. prezydent Lech Kaczyński ułaskawił wykonawców sprawiedliwości ludowej. W środkowej części tego odcinka znajdują się liczne żeremie bobrowe. Bobry robią potężne jamy na brzegu rzeki, maskują je a nic nie spodziewający się wędkarz, może wpaść w taką jamę. Kiedyś zaliczyłem taką niespodziankę, na szczęście zdążyłem rozstawić ręce i zawisłem. W Ełdytach Wielkich parę wieków temu żyła słynna czarownica. Czarownice charakteryzowały się tym, że były młode, piękne i rzucały urok na miejscowego księdza… Jeżeli miały jeszcze czarnego koguta i nie miały dziecka, to były dziewicami, i wtedy – jak też słyszałem – stały w zasadzie na straconych pozycjach. Sposobem ratunku było posiadanie dziecka, które potem musiało być oddane do klasztoru. Zbliżamy się do najpiękniejszego odcinka Pasłęki. Przez wielu m.in. Wojciecha Brudzińskiego, porównywanego z Dunajcem. Jest to znów kilkunastokilometrowy odcinek Pityny-Sportyny. Rzeka wyraźnie przyśpiesza, najpierw za elektrownią wodną w Kasztanowie, następnie płynie łąkowo i od miejsca nazwanego Trzy Kamienie ma swój największy i najdłuższy przełom. Często tu łowiłem z Leszkiem i Wojtkiem Jegerami. Tata Wojtka potrafi złowić rybę nawet w studni, a oni obydwaj w jednym miejscu jednocześnie – dlatego ten odcinek nazywany jest Zwałką Jegrów – prawie zawsze mieli jak nie pstrąga to lipienia. Najszybciej Pasłęka płynie na wysokości Wapnika, w okolicach zniszczonego młyna, przy ujściu okresowego dopływiku. W Sportynach nad rzeką jest piękny pałac z ogrodem. Tu też widziałem watahę wilków. Cały ten odcinek nie jest możliwy do całkowitego obłowienia w ciągu jednego dnia. Przeżyłem na nim rozliczne historie. Kiedyś po całym dniu brodzenia, na dużych rzekach zawsze łapię „w górę”, zmęczony przechodziłem na warmiński (prawy) brzeg, wędkę miałem już praktycznie złożoną, a dosłownie spod nóg wyskoczył mi na bystrzynie potężny pstrąg. Był tak duży, że aby pokonać tę płyciznę, odbijał się na swoim ogonie. Trwało to może pięć sekund, ale dech mi zapierało, a widok był jak z filmów o Alasce. Mam wrodzoną wadę wzroku i dlatego nie mogę łowić na muchę. Tu też, po doświadczeniach na Romincie, nauczyłem się łowić lipienie na blaszkę. Potrafiłem złowić komplet ponad 40-centymetrowych kardynałów. Trwało to do czasu, gdy były dyrektor PZW w Olsztynie dowiedział się o pogłowiu lipienia i przeorał agregatem prądotwórczym cały ten odcinek. Na długi czas w ogóle lipienie znikły, po jakimś czasie stado odbudowało się, ale już w innym miejscu. Lipienia nie możemy kupić w sklepie albo zjeść w restauracji. Jest to ryba smaczniejsza od pstrąga potokowego, mięso jest bardziej wilgotne, tłustsze. A wiadomo, czym ryba tłustsza, tym lepsza. Ja nie jadam pstrąga tęczowego podawanego w naszych restauracjach, tak ostatnio reklamowanego, on pochodzi z Ameryki. W Polsce naturalnie nie rozmnaża się i jest hodowany na granulacie paszowym. Reszty można się domyśleć. Ja jem sielawę, której hodować nie sposób. Z tego odcinka Pasłęki pochodzi lipień, który dzięki wiedzy i wysiłkowi paru wędkarzy od połowy lat 90. zaczął żyć w rzekach, gdzie go wcześniej nie było np. w Łynie. Na końcu tego odcinka wpada lewy dopływ Miłakówka. Znam ją zwłaszcza w górnym odcinku, gdzie jako potok wypływa z Jeziora Narie i poniżej Naryjskiego Młyna ma śliczny przełomik, na którym wspólnie bytowały i potoczaki, i tęczaki – te ostatnie to uciekinierzy z hodowli. Na wysokości Ornety wpada prawy dopływ – Drwęca Warmińska. Już od Runowa i w licznych dopływach np. Szelążnicy występuje pstrąg potokowy. Te strumienie wykorzystywano do tzw. metody wrocławskiej, polegającej na tym, że zarybiano je wylęgiem, następnie odławiano narybek i wrzucano w pożądanym miejscu na Pasłęce. Powyżej Ornety w okolicach Krosna w nurcie rzeki znaleziono cudowny obraz Matki Boskiej, czy krzyż. Dla niego wybudowano tu Sanktuarium Maryjne, może nie tak znane jak Święta Lipka, ale warte też zobaczenia. Poniżej Ornety spora już tu Drwęca ma swój przełom wlewając się do rzeki-matki. Tu Pasłęka zarasta łozami i znów kilkunastokilometrowym odcinkiem podąża do Dębin i Jeziora Pierzchalskiego. Wszędzie tu mieszka duży pstrąg potokowy. Łowienie jest jednak bardzo uciążliwe. Lepiej najpierw spłynąć kajakiem a dopiero później wybrać jakiś pododcinek i go przełowić. Ja preferuję okolice Dąbrówki. Spęd no i w dół od Łozów. Tu jest tak jak w piosence „Wszystko się może zdarzyć”. W okolicach Osetnika wpada prawy dopływ Młynówka, idąc na Wałszę warto połowić na trudnym wędkarsko, bo głęboko wciętym odcinku poniżej młyna. Kolejny dopływ to Wałsza. Przed Pieniężnem ma liczne dopływy, z których największa to Warna. Fragmentami górna Wałsza płynie dnem byłego jeziora. Poniżej Pieniężna na odcinku do Bornit to najbardziej bystry odcinek rzeczny na Warmii, spadek wynosi ponad 5 promile na kilometr – jest to porównywalne z rzekami górskimi np. źródłami Wisły. Głazy w nurcie, deniwelacje w dolinie i ,niestety, często niski stan wody, a jak woda wysoka, to znów bardzo zmącona. To ostatnie dotyczy zresztą wszystkich rzek i potoków spływających ze Wzniesień Górowskich (Stablaku). Poniżej Bornit rzeka jest nadal bystra, ale nie aż tak ekstremalnie, na brzegach leśnego odcinka rzeka osadza piaszczyste wały, aluwia. Występuje tu pstrąg potokowy i lipień. Jezioro Pierzchalskie powstało sto lat temu, gdy wybudowano zaporę wodną i elektrownię. Na jednym z brzegów znajdują się ciekawe urządzenia wojskowe, czegoś nasłuchują i szukają w powietrzu – rakiet Iskander a może SU-29? W wodach bytuje oczywiście szczupak, ale i boleń – mała srebrna obrotówka może okazać się skuteczna. Lubię popatrzeć na balet boleni, wygląda to tak jakby Ktoś z nieba rzucał kamieniami w jezioro. Czasem spod ogona boleni wyskoczą srebrne ukleje. Boleń nie ma smacznego mięsa, ale jest sportową i waleczną rybą. Poniżej elektrowni Pasłęka ma jeszcze stado pstrąga, jest on też przy ujściach dopływów. Jeszcze parę lat temu przy ujściu Łaźnicy koło miejscowości Bemowizna widziałem kontuzjowany czołg niemiecki z II wojny światowej Występuje na tym odcinku też troć wędrowna, wchodzi z morza przez Zalew Wiślany. Tam gdzie kończy się Pasłęka kończy się i Polska”.

 „Alle Łyna

To stary spór: która rzeka Warmii jest ładniejsza – Łyna czy Pasłęka ? Chyba jednak Łyna, myślę, że za sprawą większego dorzecza. Ma więcej dopływów i niesie więcej wody. To ją też ratuje w dzisiejszej epoce chronicznej suszy. Łyna ma silne źródła pomiędzy miejscowościami Łyna i Orłowo pod Nidzicą. Jest to piękne miejsce, warto urządzić sobie tam pieszą wycieczkę i zobaczyć te najpiękniejsze źródła rzeki na Warmii i Mazurach. Takich źródeł nie ma ani Pasłęka ani Drwęca. Zaraz za nimi jest cudnej urody staw młyński, to tu parę lat temu dokonano odłowy kontrolne agregatem prądotwórczym i okazało się, że występują tu pstrągi potokowe do 1,5 kg. Była to pewnie odmiana troci jeziorowej, to częsty przypadek w górnym biegu Łyny i jej dopływów. Ostatnio pięknie odnowiono młyn, a rzeka jakby nie akceptując tej zmiany, popłynęła paroma nowymi korytami, malowniczo przecinając lokalną polną drogę. Prowadzi tu też ścieżka rowerowa z Nidzicy, musiała być zrobiona za duże pieniądze, bo wygląda imponująco. Leśnymi drogami przez lasy łańskie możemy dojechać do Rusi pod Olsztynem. Dobry pomysł to jazda pociągiem do Nidzicy i powrót tym szlakiem z powrotem rowerem, trwa to 5-7 godzin. Gdy już liczne potoki spotkają się w jednym korycie, strumień bystro płynie w wyraźnej dolinie leśnej aż do miejsca, gdzie jest zasilany potokiem z okolic Wólki Orłowskiej. W tych okolicach znajduje się cmentarz wojenny z I wojny światowej ofiar bitwy pod Tannenbergiem. Obrazowo opisała potyczkę pod Orłowem Barbara Tuchman w „Salwach sierpniowych”, za którą to książkę otrzymała Nagrodę Pulitzera. Leży tu około trzy tysiące niemieckich i rosyjskich żołnierzy. Wielu z nich to Polacy, którzy musieli wtedy służyć w obcych armiach. Po lewej, niemieckiej, stronie cmentarza leży oficer o nazwisku „Falkowski” pewnie Kaszub. Nie jest to moja rodzina, bo mój ojciec pochodził z Dąbrowy Białostockiej. Centralnie, na skraju doliny Łyny, ustawiony jest obelisk z czytelnym jeszcze dziś napisem „Helden” czyli „Bohaterom”. Stąd spokojniejsza już rzeczka płynie podmokłą doliną do jeziora Krzyż, potem przez Brzeźno Małe i Duże, malutkie, na złość pewnie nazwane, Morze – wszędzie tu możemy łowić tylko z łodzi lub kajaka, którymi wygodnie wodujemy przy moście w Brzeźnie Łyńskim. Krótkim odcinkiem Łyny wpływamy w dół rzeki na jeziora Kiernoz Mały i Wielki. Tu muszę zwrócić uwagę na toponimię tych okolic. Nazwa wsi Kurki jest podobna do nazwy staropruskiej bogini Kurko. Są tu też miejscowości Dąb i Lipowo Kurkowskie, a przecież Prusowie czcili drzewa jak dąb i lipa i jeżeli w środku tego obszaru leży jeszcze jezioro Święte to chyba nie jest to przypadek. Musiało się tu kiedyś znajdować centrum kultów pogańskich, może tu został wprowadzony w pułapkę i zginął w 1166 r. Henryk Sandomierski … ? Przenieśmy się teraz na dopływ Łyny – Marózkę. Gdy te dwie rzeki łączą się w Kurkach, Mrózka jest większą i dłuższą, około 50 kilometrów, rzeką. Dlaczego więc dalej Łyna nie nazywa się Mrózka ? Może dlatego, że ta wpada cicho i niemal niezauważalnie tuż przy wypływie Łyny z Kiernoza Wielkiego. Jej źródła znajdują się w jeziorze Gardyny, płynie niemal jak rów do jeziora Łubień, dalej to już rzeczka, widzi ją już każdy, kto jedzie na Pola Grunwaldzkie. To w niej Litwini wycięli krzyżacką pogoń podczas manewru sfingowanej ucieczki spod Zielonego Lasu (Gruenewalde, Grunwald). Mrózka przepływa przez rynnowe jezioro Mielno, a na moście w Waplewie koło cmentarza doszło do przerwania niemieckiej obrony w wyniku czego Rosjanie zajęli na krótko Olsztyn w sierpniu 1914 r. Parę kilometrów stąd, w szkole wiejskiej w Stębarku Paul von Hindenburg miał swój sztab, do którego rosyjski generał Samsonow nie dotarł, ale dotarły tam zdobyte pod Grodzicznem rosyjskie plany i dlatego niemiecki „geniusz” całość bitwy toczącej się na froncie 120 kilometrów, wygrał. Co zakręt rzeki to jakaś bitwa … . Poniżej młyna w Waplewie zaczyna się piękny i dziewiczy odcinek Maróżki, która przez dłuższy czas płynie przez las. Czysta woda pozwala obserwować doły na zakolach sięgające 3 metrów. Kajakarzom radzę wodować na jeziorze Myślaki i następnie dopływem wpłynąć na Marózkę w okolicach mostu kolejowego na trasie Olsztyn-Warszawa. Pod koniec tego leśnego odcinka w okolicach stacji Bujaki wpada do Marózki potok Witramówka, nawet w upały lipcowe prowadzi bardzo chłodną wodę, kajakarz nie jest w stanie wystać chwili w jego nurcie przy ujściu. Na Witramówce widziałem też potężny wodospad na zniszczonym młynie, chyba największy na Warmii i Mazurach. Poniżej ujścia Witramówki Mrózka przyśpiesza i wpada do bezrybnego ale ładnego jeziora Maróz. Ileż tu daczy, ośrodków i kłusowników … ! Ja uwielbiam pole namiotowe w Szwaderkach. Jest tam bar, w którym podawane są zupy (rybna – orgazm w ustach) przygotowywane przez mieszkającą w okolicy Mazurkę. Dalej znana smażalnia i stawy rybne. Tam jem tylko wędzone sielawki, też pycha. Przed jeziorem Pawlik do Marózki wpada mały potok Poplusz, dziś odprowadzający wody z jeziora Pluszne. Kiedyś był to główny nurt Marózki, gdy płynęła z Maruza przez Górne, Staw do Plusznego. W Pluskach lubię wykąpać się i później zjeść koło plaży świeżą i niedrogą rybkę lub tatara z łososia, oczywiście tylko z bałtyckiego- rozróżniamy po jaśniejszym mięsie. Jest w tym miejscu jakaś tradycja, obsługują tu mnie od lat moje uczennice z IV LO, ostatnio Monika z II B. Lubię to miejsce, ten wiatr od jeziora, widok czystej wody, kamień przed strażą pożarną i nawet warszawiacy mniej denerwują … . Wracajmy na Marózkę, bo warto, przed nami bowiem najpiękniejszy jej odcinek. To tu – przy ujściu do Pawlika, a nie koło Mielna – prawdziwie pamiętny filmowy Zagłoba Mieczysław Pawlikowski złowił długo niepobity rekord Polski w pstrągu potokowym. Pewnie była to troć jeziorowa, a zazdrośnicy plotkowali, że dyrektor hodowli pstrąga w Szwaderkach to kolega Pawlikowskiego z RAF. Ja wierzę w ten rekord, ponieważ właśnie tu widziałem największe ryby w moim życiu i nie były to 4 kilogramowe pstrągi … . Mam na to żyjącego świadka. Poniżej jeziora Pawlik Mrózka ma najpiękniejszy swój odcinek, jest to przełom w sandrowym sosnowym lesie. Obecnie silnie eksploatowany przez kajakarzy, którzy skutecznie przegonili stąd wędkarzy. Prawdziwą tragedią jest stale obniżający się poziom wody, w tym roku są szczególnie dramatycznie niskie stany. Gdy po lewej stronie kończy się dolina, można udać się na 15 minutowy spacer do nieistniejącej wsi Orzechowo. Komuchy w latach imperium łańskiego wysiedlili tę wieś, zresztą również Małe Pluski. Został cmentarz, kościół, kapliczki, leśnictwo i metalowy krzyż na rozstaju dróg. Tu przebiegała granica religijna pomiędzy katolicką Warmią (Orzechowo) a protestanckimi Mazurami (Szwaderki, Kurki). W tym kontekście nowego znaczenia nabiera nazwa granicznego jeziora – Święte. W Orzechowie odpoczywał na wakacjach latem 1953 r. prymas Stefan Wyszyński. Było to na miesiąc przed aresztowaniem przez komuchów. Moi byli uczniowie, znając moją miłość do tych okolic, w kościele w Orzechowie organizują swoje śluby, nie zapominając zaprosić mnie na nie. Marózką pływał Karol Wojtyła, ponoć na moście w Kurkach dowiedział się o nominacji na biskupa sufragana w Krakowie (1958 r.). Od Kurek Łyna i Mrózka płyną razem jako Łyna. Tworzą tu po raz kolejny granicę pomiędzy Mazurami a Warmią w miejscowości Ząbie. Dalej jest już tylko Warmia i Jezioro Łańskie”.

 

 

„Zakochałem się w Kulawej. Było to 33 lata temu,

 przed poznaniem Mojej Żony. Iza wiedziała o tym

i zawiozła mnie nad nią. Kulawa dopływ Zbrzycy,

dorzecze Brdy. Zdjęcie z mostu na drodze Laska

– Parzyn w Borach Tucholskich”. 5.07.2019 r.

Profesorze, spoczywaj w pokoju …

Może Ci się również spodoba

Skip to content